Sojusz Lewicy Demokratycznej

image_intro_alt

PO TRUMPACH DO CELU

    Najważniejszy morał płynący z nowego filmu Michaela Moore'a jest taki, że Trump to nie istota choroby, która trawi amerykańską demokrację, lecz jedynie jej objaw kliniczny. To samo można powiedzieć o PiS-ie.

   Nowy film Moore°a ma tytuł „Fahrenheit 11/9”, co jest oczywiście nawiązaniem do kultowego „Fahrenheita 9/ 11” z 2004 r. Tamten opowiadał o 11 września 2001 r., czyli ataku na WTC, ten o 9 listopada 2016 r., czyli o dniu w którym świat dowiedział się, że Donald Trump zostanie 45. prezydentem Stanów Zjednoczonych Ameryki. Moore podziela pogląd całej ,,postępowej elity”, iż był to dzień tragiczny, ale w odróżnieniu od niej rozumie, dlaczego tak się stało.

   Z niejakim masochizmem zaczyna od obrazków rozmaitych amerykańskich prawaków, którzy triumfująco powołują się na jego autorytet, mówiąc, iż „Michael Moore, który, jak nikt rozumie białą amerykańską klasę robotniczą, przewidział zwycięstwo Trumpa”. W ten subtelny sposób podkreśla jednak różnicę między swoim, pesymistycznie realistycznym spojrzeniem i beztroskimi wizjami demokratycznych polityków i celebrytów, którzy ogłaszali, że „prezydent Trump” to coś, co po prostu „nie może się stać”, i odbijali korki od szampana jeszcze w trakcie wyborów. Jak to się skończyło - wszyscy wiemy.

   Z właściwym sobie ponurym humorem Moore opowiada o genezie Trumpowego startu w wyborach: wszystkiemu winna jest Gwen Stefani. To gwiazda rocka - wyjaśniam tym, którzy, podobnie jak ja, nie są pewni – która występowała w którejś edycji któregoś z talent shows i okazało się, że NBC płaci jej więcej niż Trumpowi za prowadzenie programu „Apprentice”. Oburzony tą zniewagą Trump zorganizował lipne wiece poparcia dla swojej kandydatury na prezydenta, żeby przekonać władze stacji, iż jest znacznie popularniejszy niż Stefani i powinien zarabiać więcej. Poglądy głoszone przez Trumpa podczas tych wieców - ze szczególnym uwzględnieniem otwartego rasizmu - skłoniły NBC do całkowitego zerwania z nim współpracy, ale jednocześnie przyniosły mu niespodziewaną popularność wśród sfrustrowanych wyborców, gotowych obarczyć „obcych” winą za problemy ludzi pracy, tak naprawdę wywołane przez chciwość korporacyjnej Ameryki i uległych wobec niej polityków.

  Ta ostatnia konkluzja jest treścią filmu Moore” - a nie jałowe narzekanie na katastrofę, którą-jest obecna prezydentura. Reżyser nie stroni oczywiście od krytyki Trumpa - posuwa się nawet do podlożenia głosu obecnego prezydenta USA pod obrazki z przemowy Hitlera - ale też, wbrew reklamie filmu (,,Tyran. Kłamca. Rasista”) - nie skupia na Trumpie swojej uwagi. Zamiast tego pokazuje drogi tzw. amerykańskiej demokracji, które doprowadziły ją do obecnego dna.

   Jedna z tych dróg wiedzie przez rodzinne miasto Michaela Moore'a, Flint w stanie Michigan - poligon doświadczalny, gdzie korporacyjna chciwość poszła do łóżka z rasizmem i zrodziła zbrodnię znaną pod eufemistyczną nazwą „kryzys wodny we Flint”. Kryzys nastąpił w momencie, w którym gubernator Michigan - dorobkiewicz, który obiecał „prowadzić stan jak firmę” - postanowił odciąć miasto od publicznego wodociągu dostarczającego wodę z krystalicznie czystego jeziora Huron i podłączyć do wybudowanej przez życzliwe mu firmy za olbrzymie stanowe pieniądze rury czerpiącej z toksycznej rzeki Flint. Woda od nowego dostawcy okazała się brunatna i śmierdząca, 100 tysięcy mieszkańców zostało narażonych na zatrucie ołowiem i zrobiła się afera na całą Amerykę - która zresztą trwa do dzisiaj. Co ciekawe, gdy okazało się, że woda z rzeki powoduje korozję części samochodowych produkowanych w fabryce GM we Flint, gubernator pozwolił General Motors na powrót do starego dostawcy wody. Ale tylko General Motors; z kranów obywateli miasta nadal płynęły toksyczne brunatne szczyny. Władze stanu fałszowały wyniki badań, liczba dzieci z niebezpiecznie podwyższonym poziomem ołowiu wzrosła dwukrotnie, zanieczyszczenie wody spowodowało wybuch epidemii choroby legionistów, która pochłonęła 10 ofiar śmiertelnych - a gubernator Snyder właśnie w spokoju kończy swoją drugą kadencję. Ale nawet nie to jest szczególnie przykre.

   Moore pokazuje spotkanie prezydenta Obamy z mieszkańcami Flint - spotkanie, podczas którego uwielbiany lider demokratów stanął po stronie korporacyjnych przestępców i ich republikańskiego gubernatora, bagatelizując problemy ludzi i nawet ostentacyjnie napił się wody z miejskiego-kranu, demonstrując, że wszystko jest w porządku. Obywatele ubogiego, w większości czarnoskórego miasta słusznie odebrali to jako zdradę.

   Tradycyjni zwolennicy Partii Demokratycznej uznali, że zdradą jest takie przedstawienie Obamy przez Moore'a. W jednej z recenzji filmu w lewicowej prasie przeczytałam, że zachowanie Obamy w tej sprawie rzeczywiście było szokujące, „ale z drugiej strony dzisiaj atakowanie Obamy przez Moore'a zdaje się działaniem jałowym i autodestrukcyjnym”.

   Otóż ten właśnie tok myślenia może zapewnić Trumpowi drugą kadencję. I PiS-owi też.

   Źródła sukcesu nowego nacjonalizmu - wskazuje Moore, a ja sięw nim zgadzam - leżą wła-śnie w tym zblatowaniu lewicy i prawicy; we wspólnocie elit politycznych ze wszystkich stron barykady, zjednoczonych w budowie neoliberalnego kapitalizmu. W tym, że - nie bez zachęt finansowych ze strony korporacji i bogaczy, którzy włożyli miliony dolarów w kampanie wyborcze demokratów, również Obamy - ci, którzy mieli reprezentować interesy tzw. –zwykłego człowieka, wzięli partnerski .udział w budowie systemu, gdzie "jeszcze nigdy tak wielu nie zrobiło tak wiele dla tak nielicznych", jak trafnie zauważył gubernator Banku Anglii Mervyn King, oceniając ratowanie prywatnych banków za publiczne pieniądze w 2008 r.

   Chronienie wizerunku Obamy ¬ który jest przecież sympatycznym facetem, a na tle Trumpa wyrasta na skrzyżowanie Cycerona i Dalajlamy - utwierdza zawiedzionych demokratami obywateli w przekonaniu, iż „ich” partia już nie jest ich, że została skaptowana przez wielki biznes.

   I tak rzeczywiście jest - sugeruje Moore, choć nie wprost, wypominając Hillary Clinton 675 tys. dolarów, które wzięła za 3 wystąpienia za zamkniętymi drzwiami dla banku Goldman Sachs. Zapytana, « dlaczego przyjmowała tak wielkie pieniądze od rekinów z Wall Street, niedoszła prezydentka odpowiedziała - co Moore z radością pokazuje - "Yyyy, nie wiem, eeee, tyle zaproponowali".

   Na drugim biegunie Moore sytuuje Berniego Sandersa, który nie przyjmował ani honorariów, ani datków z Wall Street, ani żadnego innego wielkiego biznesu, prowadząc kampanię z drobnych składek zwykłych ludzi. Moore demonstruje proces, który doprowadził do prezydenckiej nominacji Hillary Clinton - i w efekcie zwycięstwa Donalda Trumpa - na przykładzie Wirginii Zachodniej, która w filmie odgrywa kluczową rolę (o tym dlaczego - za chwilę). Otóż we wszystkich 55 hrabstwach stanu w lokalnych demokratycznych prawyborach Bernie wygral z Hillary - jednak na konwencji okazało się, „że Wirginia Zachodnia poparła Cłinton. Zdecydowali o tym tzw. superdelegaci, czyli przedstawiciele elity Partii Demokratycznej niewybierani przez partyjne doły. Podobny proces był w Michigan, Indianie, New Hampshire i wielu innych stanach. To najlepszy sposób, żeby zniechęcić ludzi do polityki: pokazać im, że ich głosy się nie liczą, bo elity i tak zrobią swoje.

   Jednak W Wirginii Zachodniej oddolny ruch protestu przeciwko elitom nie ograniczał się do wybrania Berniego Sandersa. W lutym 2018 r. nauczyciele z tego stanu przystąpili do strajku, domagając się - uwaga! - 5-procentowej podwyżki i rzetelnego ubezpieczenia zdrowotnego bez obowiązku noszenia  To urządzenia, które rejestrują liczbę zrobionych kroków oraz inny wysiłek fizyczny, np. seks. .W ramach programu „Zdrowe jutro" legislatura stanowa zobowiązała nauczycieli do wykonywania wyznaczonej liczby kroków i noszenia kontrolujących to urządzeń - pod groźbą karnego zwiększenia składki zdrowotnej o 500 dolarów.Nauczyciele w stanie zaprotcstowali - wsparli ich kierowcy autobusów- i pracownicy stołówek. Gdy po początkowym sztormie gróźb i prób zastraszenia władze stanu się ugięły, zaproponowały podwyżki tylko nauczycielom. Ci nie przyjęli proponowanych warunków, nie przerwali strajku aż do czasu, gdy żądane podwyżki objęły wszystkich pracowników oświaty. 9-dniowy strajk nauczycieli w Wirginii Zachodniej stał się inspiracją dla wielu podobnych wystąpień pracowników w Stanach.

   I właśnie w tym - organizowanym oddolnie proteście i w jego autentycznych-liderach, którzy w tym roku pokonali opór elit i zdobyli miejsca w Kongresie USA - Michael Moore dostrzega szansę dla amerykańskiej Partii Demokratycznej i amerykańskiej demokracji w ogóle. To 28-letnia socjalistka z Bronxu Alexandria Ocasio-Cortez, najmłodsza kobieta wybrana do Kongresu w historii Stanów, czy Rashida Tlaib, pierwsza muzułmanka w Kongresie, najstarsza z czternaściorga dzieci palestyńskich imigrantów. Bohaterem filmu jest także Richard Ojeda, emerytowany major marines, nauczyciel i działacz związkowy, który właśnie zapowiedział swój start w wyborach prezydenckich w 2020 r., czy uczniowie ocaleni z masakry szkolnej w liceum Stoneman Douglas na Florydzie. Dla uczczenia pamięci siedemnastu zabitych kolegów nastolatkowie zorganizowali największą w historii demonstrację przeciwko dostępowi do broni i jej producentom, na którą złożyło się 700 jednoczesnych wieców w Stanach i ponad 100 na całym świecie. Uczniowie na wiecach pytali prezydenta Trumpa, ile pieniędzy na kampanię dostał od National Rifle Association, czyli 5-milionowego lobby entuzjastów broni.

  Tacy właśnie ludzie - uważa Moore - są nadzieją Ameryki.

   „Zmarnowaliśmy za dużo czasu, pocieszając się, że przed dyktaturą uchronią nas konstytucja, demokratyczne wybory, specjalny prokurator, mechanizm impeachmentu” – mówi w konkluzji filmu Michael Moore. „Trzeba było Donalda Trumpa, żeby nam uświadomił, że musimy przeorać cały ten zgniły system”.

  To samo w mojej opinii można powiedzieć o PiS-ie: pogrom instytucji i mechanizmów demokratycznych, którego jesteśmy dziś świadkami, powinien nam uświadomić wady demokracji lll RP.

I nie mam tu na myśli braku antypisowskich zabezpieczeń w konstytucji, ale arogancję elit, która wkurwiła ludzi do tego stopnia, że zdecydowali się zagłosować na PiS. Oferta establishtnentowej opozycji, sprowadzająca się do komunikatu: Nasza arogancja była mniej bezczelna - nie wydaje mi się lekarstwem.

   Kłopot w tym, że na razie nie tylko nie mamy Berniego Sandersa, ale także na horyzoncie nie rysują się sylwetki oddolnych liderów, odważnych nauczycieli, nieprzejednanych związkowców, którzy mogliby przejąć polską lewicę i ocalić ją od dalszego sypiania z wrogiem; czy to pod postacią nacjonalistów, czy liberałów. Bardzo chciałabym, żeby szansę na wypełnienie tej roli miał Robert Biedroń. Niestety ostatnia jego inwestycja nie napawa optymizmem. Nową twarzą „Biedroń Team” została toruńska restauratorka Monika Gotlibowska, która uważa, że prowadzenie działalności gospodarczej to „heroizm”, a ozusowanie umów śmieciowych doprowadzi do zagłady rynku pracy.

   To nie jest dobry znak.

   AGNIESZKA WÓŁK-ŁANIEWSKA Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.; Tygodnik NIE

   Fot: 123RF/PICSEL

 

Newsletter

Chcesz być na bieżąco? Zapisz się do naszego newslettera!
W związku z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 2016/679 o ochronie danych, wyrażam zgodę na gromadzenie, przetwarzanie oraz wykorzystywanie przez Sojusz Lewicy Demokratycznej przekazanych przeze mnie danych osobowych w celach informacyjnych i promocyjnych związanych z działalnością SLD, w celach administracyjnych na użytek newslettera, w szczególności wyrażam zgodę na otrzymywanie drogą elektroniczną newslettera oraz informacji o przedsięwzięciach organizowanych lub współorganizowanych przez Sojusz Lewicy Demokratycznej, a także informacji o bieżących wydarzeniach politycznych. Czytaj dalej...

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Rozumiem